Kilka słów o mnie czyli moja „włosowa” i „twarzowa” historia.

19:30:00


Blog ten tworzony jest z myślą o Was i o tym żebyście w jak największym stopniu i jak najlepiej skorzystały z moich doświadczeń. Zasadniczą więc kwestią jest opisanie tego „na jakim materiale będziemy pracować”. Należy zdać sobie sprawę  z faktu, iż nie każdy kosmetyk lub urządzenie testowane przez 20 latkę odniesie podobny skutek w pielęgnacji 40 latki, nie każdy produkt dla brunetki będzie dobry dla blondynki, a nie każdy krem do skóry suchej przypasuje osobie z cerą tłustą i trądzikową. Mój profil urodowy w wersji skróconej znajdować się będzie w osobnej zakładce. W tym miejscu chciałabym bardziej rozwinąć temat i przedstawić swoją historię, bowiem tylko dzięki temu w pełni uda mi się zrozumiale przedstawić obecną kondycję mojej skóry/włosów, moją pielęgnację, a także czynniki i doświadczenia, które wpłynęły na ten stan rzeczy.

Zacznę od włosów. W czasach dziecięcych miałam ładne, gęste, długie włosy. Trwało to mniej więcej do okresu dojrzewania, kiedy to moje włosy zaczęły się nadmiernie przetłuszczać, a ja zaczęłam samodzielnie stosować zupełnie poronioną pielęgnację opartą na oczyszczających szamponach, najczęściej przy braku jakiegokolwiek nawilżania. Tym sposobem w krótkim czasie moje włosy stały się przesuszone na długości, sianowate i mocno przetłuszczające się u nasady, wymagające codziennego mycia i takie są do dziś. W latach późniejszych uzupełniłam pielęgnację o maski i odżywki, tym samym moje włosy nie prezentowały się źle. Pewnego dnia wpadłam na genialny pomysł własnoręcznego pomalowania włosów na super jasny blond. Tak…pewnie wiele z Was już się domyśla jak to wyglądało i jeśli są tu jakieś włosomaniaczki - to tak teraz będzie drastycznie - udałam się do zwykłej osiedlowej drogerii, zakupiłam farbę do włosów, kierując się jedynie kolorem jaki był przedstawiony na opakowaniu. Następnie przystąpiłam do dzieła zniszczenia. Oczywiście o farbowaniu, a tym bardziej rozjaśnianiu włosów nie miałam najmniejszego pojęcia. Efekt, jak można się spodziewać, był opłakany. Podczas spłukiwania farby w wannie znalazłam połowę włosów, które miałam dotychczas na głowie. Moje włosy, które od zawsze miały kolor ciemnego blondu nabrały odcienia rudawego w zasadzie identycznego jak kolor sierści mojego psa… Chcąc ratować sytuację pomalowałam włosy (już nie samodzielnie) jeszcze parę razy, dzięki czemu udało mi się uzyskać kolor w miarę zbliżony do mojego naturalnego. Niestety włosy stały się przez to uwrażliwione, łamliwe i wypadały jak szalone. Późniejszy stresujący tryb życia jak i problemy z nieprawidłową pracą hormonów tarczycy, również przyczyniły się do utraty włosów. Nadmierne wypadanie włosów towarzyszy mi do dziś. Samodzielnie, a także z pomocą dermatologa szukałam czegoś co postawiłoby moje włosy na nogi. Produkty te działały z lepszym i gorszym skutkiem przełomu jednak nie było. Nie pamiętam dokładnie kiedy, (z tego co kojarzę to ok. 2 lat temu) trafiłam na blogi włosomaniaczek i poważnie wzięłam się za pielęgnację włosów. Na dzień dzisiejszy moje włosy, choć nie perfekcyjne, są w całkiem niezłym stanie. Mają naturalny kolor – ciemny, mysi blond - mniej więcej do połowy, od połowy gdzie nigdzie przebijają się pozostałości po jaśniejszych refleksach. Włosy są równe na całej długości (bez żadnej grzywki) ścięte na prosto maszynką. Na długości są niestety połamane, co zapewne będzie widoczne na zdjęciu.


Podsumowując moje włosy są:
- długie, głównie naturalny kolor - ciemny blond,
- cienkie w swej strukturze (gdy mówimy o pojedynczym włosie) i delikatne,
- średnio gęste (jeśli chodzi o ich ilość na całej głowie),
- nie jestem w stanie samodzielnie, jednoznacznie określić porowatości moich włosów, jednak patrząc na ich strukturę pod kątem gładkości, mogę stwierdzić, że znacznie gładsze i błyszczące są u nasady głowy, zaś mniej więcej od połowy ku dołowi na skutek niewłaściwej pielęgnacji i zabiegów fryzjerskich, są dość szorstkie, straszliwie się plączą – w wielu miejscach tworzą się kołtuny, których nie sposób rozczesać,
- szybko przetłuszczające się u nasady, suche od połowy włosów do dołu,
- z zakolami,
- nadmiernie wypadające.
- wzrost włosów wynosi ok. 1 cm na miesiąc

Moim celem jest przede wszystkim: zapuszczenie ich do wysokości bioder, zagęszczenie, pozbycie się zakoli oraz poprawa ich jakości.

Jeśli chodzi o skórę mojej twarzy to podejrzewam, że jej historia jest podobna jak wielu innych dziewczyn. Niestety należę do tej nieszczęsnej grupy osób u której w okresie dojrzewania pojawił się trądzik. Początkowo niewielki w okolicach nosa, czoła i brody. Tu także jak w przypadku włosów, zastosowałam samodzielną pielęgnację opartą na kosmetykach oczyszczających i tzw. przeciwtrądzikowych jakie mogłam zakupić w drogerii, a także własnoręcznym „oczyszczaniu twarzy”. Kosmetyki jakie w owym czasie stosowałam to tzw. oczyszczające płatki, toniki i żele, wiele z nich (jak nie wszystkie) z alkoholem w składzie.  Oczywiście zero kremów nawilżających, które uważałam, za najgorsze zło i przyczynę powstawania nowych pryszczy. Tym sposobem w szybkim czasie miałam trądzik na całej twarzy, wysuszoną, uwrażliwioną skórę i ślady po trądziku. Nie pamiętam dokładnej daty, ale było to ok 8 lat temu, kiedy udałam się w końcu do dermatologa. Z góry zostałam ostrzeżona, że terapia będzie długotrwała, bowiem opierać się będzie na leczeniu zewnętrznym. Początki leczenia trądziku były ciężkie, a ja miałam wrażenie, że stosowane leki jeszcze gorzej wpływają na moją skórę i powodują gorszy, boleśniejszy trądzik. Trwałam jednak niezłomnie przy tym samym dermatologu i z czasem udało nam się razem dobrać odpowiednią dla mnie terapię. Na przestrzeni lat wybrana terapia ulegała pewnym modyfikacjom, ponieważ jak wiadomo skóra przyzwyczaja się do stosowanych leków. Zaczęłam także poddawać się zabiegom złuszczającym w gabinetach kosmetycznych (kwasy owocowe, kwas migdałowy i peelingi). Dziś nadal nie mam idealnej cery, jednak jej stan jest nieporównywalnie lepszy. Nie uważam też, że do końca udało mi się wyleczyć trądzik, bowiem nadal, zwłaszcza na policzkach mam problemy z pojawiającymi się krostami. Na dzień dzisiejszy, z uwagi na wyjazd za granicę, nie kontynuuję terapii przeciwtrądzikowej. Jeśli chodzi o zwalczanie blizn po trądzikowych, w dalszym ciągu jestem wielką fanką zabiegów kwasowych i preparatów zawierających kwasy.

Podsumowując moja cera jest:
- mieszana: przetłuszcza się w okolicach strefy T, jest sucha na policzkach i skroniach,
- w okresie zimowym pojawiają się suche skórki,
- uwrażliwiona, zaczerwieniona i z rozszerzonymi naczynkami na policzkach i na nosie,
- z rozszerzonymi porami na policzkach, czole, nosie i brodzie,
- w dalszym ciągu borykająca się z trądzikiem, zazwyczaj od 2 do 5 nowych dużych, widocznych zmian trądzikowych tygodniowo (policzki, nos, okolice brwi),
- widoczne przebarwienia po trądzikowe i niezbyt głębokie blizny,
- nie odnotowałam poważnej reakcji alergicznej na żaden konkretny składnik kosmetyków ani uczulenia, jednak moja skóra błyskawicznie reaguje na składniki, których nie lubi poprzez tzw. miejscowe kaszki, zapychanie, bolesne wypryski i zaskórniki,
- skóry twarzy praktycznie nie opalam.

Moim celem jest zbudowanie od podstaw optymalnej pielęgnacji złożonej z odpowiedniego oczyszczania skóry, nawilżania jej w ciągu dnia i nocą. Ponadto chciałabym zwalczyć trądzik na tyle na ile jest to możliwe, a także pozbyć się zaczerwień i blizn po trądzikowych.

You Might Also Like

0 komentarze

Najnowsze wpisy

Szukaj w tym blogu

Blog Archive

POLUB MNIE NA FACEBOOKU